RSS
poniedziałek, 20 czerwca 2011
SMAK ŻYCIA (org. L'AUBERGE ESPAGNOLE)

PRODUKCJA: FRANCJA \ HISZPANIA

ROK: 2003

REŻYSERIA: SEDRIC KLAPISCH

GATUNEK: KOMEDIA OBYCZAJOWA

WYSTĘPUJĄROMAIN DURIS

AUDREY TAUTOU

JUDITH GODRECHE

KELLY REILLY

CECILE DE FRANCE

IDDO GOLDBERG

FREDERICO D'ANNA

KEVIN BISHOP

BARNABYMETSCHURAT

CRISTINA BRONDO

RECENZJA: Młody Francuz Xavier, aby dostać pracę, wyjechał na studia podyplomowe do Barcelony szlifować hiszpański i uczyć się ekonomii, wszystko w ramach programu Erasmus. Żegna się z mamą i ukochaną i wyrusza w nieznane ze łzami w oczach. Na lotnisku poznaje parę Francuzów, Ann-Sophie i jej męża, którzy, choć niemiłosiernie drętwi, pozwalają mu pomieszkać u siebie, dopóki nie znajdzie lokum. No i Xavier znalazł - zamieszkał w apartamencie z paczką studentów z całej Europy. W kieszkaniu był Duńczyk, Niemiec, Brytyjka, Hiszpanka, Włoch, Francuzka no i na doczepkę Xavier. Przez rok trwania programu chłopak zżył się niemiłosiernie z całą brygadą, przeżył rozstanie z dziewczyną i romans z Ann-Sophie, nauczył się hiszpańskiego i katalońskiego i spędził nieprawdopodobny rok z nowymi przyjaciółmi. Kiedy wracał  do domu płakał tak samo, jak z niego wyjeżdżał.
Wcale mu się nie dziwię, ponieważ sam mam do czynienia z podobnymi projektami i wiem, jak przykro jest, kiedy się one kończą i po dwóch latach trzeba się rozstać. Faktycznie chce się płakać :) Film opowiada o globalnej Europie, mówi o tym, że choć jesteśmy tacy sami, jednak mamy inną świadomość i identyfikujemy się z innymi rzeczami. Producenci wprowadzili dodatkowo irytującą postać Williama, brata Brytyjki Wendy, który wszystkich drażni osądami i stereotypami na temat danych nacji, choć poznał zaledwie jedną osobę danej narodowości. Film jest niezwykle ciepły i sympatyczny, śmieszny miejscami, nakręcony w sposób nieco inny niż zwyczajny, dość chaotycznie i jakby bez planu - w końcu scenariusz powstawał ad hoc. No i jaki mamy ten smak życia? Smakuje dobrze, tylko trzeba się mocno wdziabać, zanim się zepsuje... 

OCENA: ♦♦♦◊◊

23:42, nomaderro
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 czerwca 2011
GWIEZDNE WOJNY CZ. IV: NOWA NADZIEJA (org. STAR WARS IV (A NEW HOPE)

PRODUKCJA: USA

ROK: 1977

REŻYSERIA: GEORGE LUCAS

GATUNEK: SCIENCE FICTION

WYSTĘPUJĄALEC GUINNESS

HARRISON FORD

MARK HAMILL

CARRIE FISHER

ANTHONY DANIELS

DAVID PROWSE

RECENZJA: Jedi zniknęli z powierzchni kosmosu i już nikt w nich nie wierzy. Imperium rządzi wszechświatem na czele z Tarkinem i Darth Vaderem. Księżniczka Lea, lecąca z misją, zostaje pochwycona, udaje się jej jednak wysłać wierne roboty: R2D2 i C3PO z zakodowanymi danymi do Obi Wan Kenobiego. Roboty dolatują wpradzie na planetę, ale zostają przechwycone przez handlarzy złomem, jednak traf chce, że wykupuje ich wujek Luka Skywalkera, którego ojciec był Jedi. R2D2 wyświetla część wiadomości od Lei, a Luke odnajduje niejakiego Bena Kenobi - czyli starego już Obi Wana. W tym samym czasie jednostki Imperium, szukające robotów, niszczą osadę wuja Luka i zabijają oboje starszych ludzi opiekujących się chłopcem. Lukowi nie pozostaje nic innego jak ruszyć wraz z Obi Wanem aby ratować Leę. Najpierw znajdują najemników ze statkiem, aby ich zabrali na planetę, gdzie chowają się rebelianci. w ten sposób poznajemy Chewbackę i Hana Solo. Razem odbijają księżniczkę, udają się do tajnej bazy i przeprowadzają atak na stację Impeium. Jednak nie tak łatwo zniszczyć Vadera, o czym przekonaliśmy się w części V i VI...
Bardzo dobrze pamiętam te czasy, kiedy w polskiej telewizji, w latach '80 puszczali ten film. Ulice pustoszały, podwórka cichły, cały kraj oglądał Gwiezdne Wojny. Dziś może technika przypomina nieco Podróże Pana Kleksa, ale i tak jest świetna. Co odróżnia stare częci GW od nowych? Po pierwsze, spora dawka humoru, której zupełnie brak w częściach I-III. Po drugie - wiadomo, zaawansowanie techniczne, choć to sprzed 30 lat nie jest aż takie złe... No cóż, cała saga GW to klasyka, nie tylko s-f, ale i filmu w ogóle. Każdy musi to zobaczyć i kropka.

OCENA: ♦♦♦

22:21, nomaderro
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 czerwca 2011
JACKIE BROWN

PRODUKCJA: USA

ROK: 1997

REŻYSERIA: QUENTIN TARANTINO

GATUNEK: SENSACJA

WYSTĘPUJĄPAM GRIER

SAMUEL L. JACKSON

ROBERT DE NIRO

ROBERT FORSTER

BRIDGET FONDA

MICHAEL KEATON

MICHAEL BOWEN

RECENZJA: Jaqueline Brown to stewardessa na tanich liniach do Meksyku. Trudni się dodatkowo przemytem - przewozi kasę dla swojego kumpla Ordella, za handel bronią. Pech - została złapana. W ogóle Ordell'owi się sypie. Wcześniej złapano jego innego kuriera za jazdę po pijaku, ale znaleziono przy nim broń i chłopak beknął. Ordell próbował wyciągnąć wszystkich przy pomocy poręczyciela - Maxa Cherry, który swoją robotę zna, jak mało który. W grę wchodzi w końcu pół miliona dolców, które Ordell musi wyciągnąć z Meksyku. A że jest to niebagatelna suma, każdy z otoczenia Ordella chciał coś wyciągnąć dla siebie: i jego blond laska Melanie i kumpel z więxienia Louis i Jackie wraz z Maxem, a gliniarze chcieli z kolei samego handlarza. Jackie uknuła genialny plan, wkręcając wszystkich dookoła. Czy ów plan zadziała?
Żeby się dowiedzieć, trzeba trochę czasu, bo film do krótkich nie należy. Tarantino uwielbia budować klimat i jemu poświęca tu bardzo dużo - film trwa aż 2,5 godziny. Sprawia to, że nieco się dłuży, choć każda scena ma swoją wagę i trwa nie bez powodu. Jednak tyle godzin to lekka przesada. Bardzo mocnym punktem filmu jest ścieżka dźwiękowa, a także aktorzy - obsada jest nieprawdopodobna! Za to brakuje tu fajerwerków akcji, nieprzewidywalnych zwrotów, szalonych zdarzeń - z typowego Tarantino zostały tylko dialogi i klimat. Film, mimo, że długi, nudny nie jest, ale lekko sie ciągnie. Za to wspomniany klimat nadrabia zaległości. Nie jest to jednak mój ulubiony film Quentina, wręcz jeden ze słabszych, jeśli chodzi o tego reżysera. Ale i tak jest fajny :)

OCENA: ♦♦♦◊◊

22:37, nomaderro
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 czerwca 2011
BROTHER

 

PRODUKCJA: JAPONIA \ USA \ FRANCJA \ WIELKA BRYTANIA

ROK: 2000

REŻYSERIA: TAKESHI KITANO

GATUNEK: GANGSTERSKI

WYSTĘPUJĄTAKESHI KITANO

OMAR EPPS

LOMBARDO BOYAR

ROYALE WATKINS

KUROUDO MAKI

SUSUMU TERAJIMA

MASAYA KATO

RECENZJA: Aniki był silnym i bezwzględnym yakuzą w Japonii, jednak na skutek awantury, jaką wywołał, musiał uciekać z kraju. Jedynym miejscem, dokąd mógł pójść, to były Stany, gdzie mieszkał jego przyrodni brat, Ken. Okazało się, że Ken trzyma z lokalesami, głównie Czarnymi i Meksykańcami i handlują prochami na rogu. Ken, Denny, Jay i Mo to nieodłączni przyjaciele, w których świat Aniki wkroczył z dość dużym hałasem. Najpierw Dennemu pociął twarz, potem zabił chłopakom hurtownika... Z pomocą Anikiego szybko rozprawili się  z gangiem meksykańskim i dzięki poświęceniu prawej ręki Anikiego, Kato, zjednoczyli z bossem gangu japońskiego, Shirase. Razem zaczęli rządzić miastem i wszystko było dobrze, dopóki nie zadarli z Włochami. Mafia okazała się zbyt silna dla Braci - tego już nie dźwignęli.
Jest to niezwykle klimatyczny film o yakuzie i jej sposobach, ale także o przyjaźni i braterstwie. Fakt, niektóre sceny się ciągną jak guma do żucia, ale to specyfika kina azjatyckiego - oni lubią celebrować pewne rzeczy i dbać o szczegóły w pozornie błahych sytuacjach. I tak właśnie jest tutaj - przeciąganie niektórych scen jest naturalnie celowe i ma pomóc w budowie klimatu - jak gra w koszykówkę, zabawa na plaży... Z drugiej strony akcja i strzelaniny są potraktowane nieco komiksowo - szczególnie krew. Podsumowując, mamy tu świetne japońskie kino gangsterskie, z doskonałą grą aktorów (Kitano!) i fabułą.

OCENA: ♦♦♦◊◊

22:58, nomaderro
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 czerwca 2011
POSTERUNEK GRANICZNY (org. KARAULA)

PRODUKCJA: AUSTRIA \ CHORWACJA \ MACEDONIA \ WĘGRY \ WIELKA BRYTANIA \ SŁOWENIA \ BOŚNIA I HERCEGOWINA \ SERBIA I CZARNOGÓRA

ROK: 2006

REŻYSERIA: RAJKO GRLIĆ

GATUNEK: KOMEDIO-DRAMAT OBYCZAJOWY

WYSTĘPUJĄTONI GOJANOVIĆ

SIERGIEJ TRIFUNOVIĆ

EMIR HADŻIHAFIZBEGOVIĆ

VERICA NEDESKA

BOGDAN DILKIĆ

RECENZJA: W 1987 sztuczny twór zwany Jugosławią zaczynał chwiać się w posadach. Akcja filmu dzieje się na małym posterunku na granicy z Albanią. Dowódcą jest Serb, porucznik Pašić, a jego podkomendni to mieszkanka wszystkich Jugo-ludów, na czele z Dalmatyńczykiem Sinišą, zwanym doktorkiem, sympatycznym i wiecznie uśmiechniętym i szalonym Ljubą, pragnącym wyrwać się jakoś z armii. Na posterunku panuje sielanka - picie, jaranie i bzykanie, porucznik bywa wredny, ale też bez przesady. Jest wesoło, do czasu, kiedy Pašić wzywa Sinišę w bardzo ważnej sprawie. Siniša skończył medycynę i szybko doszedł do wniosku, że porucznik złapał syfa! Żeby sprawa się nie wydała, porucznik zarządza czerwony alarm, bo Albańczycy niby się zbroją. Kontaktuje się ze swoją żoną tylko przez Sinišę, który... zakochuje się w pięknej Mirjanie, z wzajemnością zresztą. Ljuba wymyśla jednak, że chciałby wybrać się na pielgrzymkę do grobu Tito, porcznik pisze pismo w tej sprawie i... żart nabiera tempa, kiedy angażuje się w to pułkownik i telewizja. Ljuba, przestrzaszony nieco swoim żartem, zwala winę na porucznika, że to on go zmusił itp. Sprawa sięmocno zagęszcza, Siniša planuje uciec nad morze z Mirjaną... Ten ostatni wieczór wszystko psuje...
Wszyscy ogladają filmy amerykańskie, zachwycają się Pittem, Jolie czy innym Pattinsonem, a na naszym europejskim podwórku powstają zaiste fantastyczne produkcje. Ten obraz, pokazujący życie pod koniec trwania Jugosławii, jest filmem ciężkim do zaszufladkowania. Jest tu śmiesznie, choć śmiech ten bywa czasem gorzki. Jest romantycznie, choć tylko przez chwileczkę. Jest wreszcie dramatycznie, bo końcówka jest mało spodziewana i nie ma nic wspólnego z happy endem. Generalnie słodko-gorzki obraz komunistycznego tygla narodowościowego. Wspaniałe, gorąco polecam.

OCENA: ♦♦♦◊

00:01, nomaderro
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 czerwca 2011
JOHN RAMBO

PRODUKCJA: USA \ NIEMCY

ROK: 2008

REŻYSERIA: SYLVESTER STALLONE

GATUNEK: WOJENNY

WYSTĘPUJĄSYLVESTER STALLONE

JULIE BENZ

PAUL SCHULTZE

MATTHEW MARSDEN

REY GALLEGOS

TIM KANG

GRAHAM MC TAVISH

MAUNG MAUNG KHIN

RECENZJA:  Wojna domowa w Burmie. John Rambo, po wielu przejściach w Wietnamie i nie tylko, osiadł w Tajlandii i zajął się łapaniem węży. Żył dość spokojnie, dopóki nie zwróciła się do niego grupa lekarzy i kaznodziei, która chciała koniecznie jechać do sąsiedniej Burmy, nieść pomoc cywilom podczas wojny domowej. Rambo odmówił, po przecież to istne samobójstwo, jednak jedyna kobieta w zespole, Sarah, przekonuje go do zabrania ich swą łodzią na drugą stronę. Już w czasie drogi lekarze przekoują się, że to nie będzie sielanka - zostają zaatakowani przez piratów. Rambo oczywiście wszystkich zabija, lekarze prawie rezygnują, ale znowu niezawodna Sarah przekonuje załogę do płynięcia dalej. Dobijają wić do brzegów Burmy, Rambo zostaje odprawiony, a lekarze idą nieść pomoc. Po 2 tygodniach do Rambo zwraca się z prośbą pewien jegomość - lekarze zaginęli! Jegomość ma najemników i współpracę z partyzantami, mogą lekarzy odbić, ale potrzebny jest im do tego nikt inny, jak tylko Rambo. Początkowo z lekka wyszydzany, John R. zaimponował wojakom w czasie akcji. Oczywiście odbijają zakładników i wszystko kończy się... w miarę dobrze.
Czwarta część Rambo, tym razem reżyserowana przez samego Stallone'a, jest jedną z lepszych części sagi o weteranie. Wiadomo, czego oczekiwać po tytule: krwi, rzeszy trupów, niekończącej się amunicji... W tejże części jednak sceny są niezwykle realistyczne i czasem szokujące. Twórcy filmu chcieli koniecznie przedstawić brutalność junty wojskowej w Burmie, ale zdjęcia, kiedy dzieci są przebijane bagnetami lub żołnierze strzelają im w twarz w odległości metra nie są przeznaczone dla delikatniejszych osób. Zresztą wszystkie sceny walki są boleśnie realistyczne - no może poza wybuchem M18A1 Claymore, który zmiótł pół lasu tropikalnego... Ale z drugiej strony, włączając którąkolwiek z części Rambo, nie możemy się spodziewać filozoficznych wywodów i głębokiego przekazu. Mamy tu wojnę w imię prawdziwych amerykańskich ideałów, których personifikacją jest sam John Rambo. I o to tu chodzi. Mówcie co chcecie, ale to klasyk i niektórzy zarzucają, że ta część nakręcona została tylko dla kasy, ale nie przeszkadza to w tym, że jest to świetny odcinek.   

OCENA: ♦♦♦

23:37, nomaderro
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 czerwca 2011
THE WEDDING

 

PRODUKCJA: USA

ROK: 1998

REŻYSERIA: CHARLES BURNETT

GATUNEK: OBYCZAJOWY

WYSTĘPUJĄHALLE BERRY

ERIC THAL

LYNN WHITFIELD

CARL LUMBLY

MICHAEL WARREN

GABRIEL CASSEUS

CYNDA WILLIAMS


RECENZJA: Lata '50 XX wieku, Stany Zjednoczone. Shelby Coles pochodzi z wykształconej i bogatej czarnej rodziny o konserwatywnych poglądach. Ma zamiar wyjść za Mead'a, białego muzyka jazzowego, bez stałego zajęcia, którego rodzice nie utrzymują z nim kontaktu od wielu lat. Konserwatywna rodzina Colesów ma sporo obaw na temat wybranka Shelby - cieszy się tylko biała prababcia, że ich dzieci nie będą AŻ TAK czarne jak dzieci jej siostry, która wyszła za 'strasznie czarnego' lekarza. Cała rodzina to obiekt plotek dystyngowanych, czarnych sąsiadów.  Dzień ślubu się zbliża. Przyjeżdża siostra - sama, bo mąż jest zbyt czarny dla rodziny. Nie przyjadą rodzice Mead'a - mają go zupełnie gdzieś. Rodzice Shelby są 'sztucznym' małżeństwem - nawet nie śpią w tym samym łózku, to tak zwane małżeństwo z rozsądku. W miarę zbliżania sie uroczystości, wychodzą z ukrycia śpiące demony. Dodatkowo do Shelby smali cholewki Lute - sąsiad wychowujący samotnie trzy córki. A tydzień po ślubie Meade ma grać koncert w Blue Note - dlatego ćwiczy i trochę zaniedbuje Shelby. Wtedy do głowy Shelby zaczynają napływać myśli o zerwaniu ślubu z Białym Meadem, podsycane przez babcię i rodziców, a także Lute'a. Psuje się wszystko dookoła. Nawet jeśli jedni próbowali wszystko naprawić, druga strona to psuła. Happy end? Oczywiście. Ale cena była spora...
No dobrze, film trwa prawie trzy godziny. TRZY. Ale to wcale nie znaczy, że jest nudny. Jest to niezwykle ciekawie pokazane życie Czarnej elity z północy, ich problemów, wyborów. Małżeństw z Białymi i kłopotów wynikających z tego, że Czarni mieli oddzielne kluby, wydzielone części autobusów... Jak miał się pokazać Biały z Czarną żoną, jeśli nie wszędzie ją wpuszczali? Ciężko pozbyć się stereotypów i uprzedzeń nawet teraz, co dopiero 50 lat temu. Jest to bardzo mądry, ważny i odważny film. Tak, jest strasznie długi, ale warto go obejrzeć - ma dużo do opowiedzenia. 

 

OCENA: ♦♦♦◊

23:45, nomaderro
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 czerwca 2011
TURYSTA (org. THE TOURIST)

 

PRODUKCJA: USA \ WŁOCHY \ FRANCJA

ROK: 2010

REŻYSERIA: FLORIAN HENCKEL VON DONNERSMARCK

GATUNEK: SENSACJA

WYSTĘPUJĄJOHNNY DEPP

ANGELINA JOLIE

PAUL BETTANY

TIMOTHY DALTON

STEVEN BERKOFF


RECENZJA: Elisse Ward to agentka Interpolu ścigana przez swoich kolegów z wydziału. Podczas jednej z akcji zakochała się w niejakim Alexandrze Pierce, księgowym gangstera Shawa, któremu zwędził 744.000.000 dolarów. Nic dziwnego, że Elisse jest śledzona przez Interpol jak i samego Shawa. Akcja zaczyna się w Paryżu, Elisse dostaje wiadomości od Alexandra, że ma postarać się zgubić pościg i w pociągu do Wenecji znaleźć kogoś podobnej postury, aby służył za przynętę. W owym pociągu nawinął się niejaki Frank, nauczyciel matematyki z Wisconsin. Ten błysk w oku - tak, ten się nada! Elisse zwabiła do siebie Franka, uwiodła, a nastepnego dnia biedny Frank znalazł się w ogniu walki - ciągle ktoś czyhał na jego życie! Ale w Wenecji miało się wszystko rozegrać. I policja i Shaw deptali po piętach Elisse, aż wreszcie wszyscy dobrnęli do pewnego apartamentu, gdzie najwyraźniej był sejf. Ludzie Shawa wkroczyli, policja zostawała w odwodzie, Elisse była w opałach. I wreszcie wkracza tu zakochany Frank! I sytuacja nieco wymyka się spod kontroli. Jednak wszystko naturalnie kończy się dobrze, jak to w amerykańskich bajkach.
Z założenia miał to być chyba thriller, sądząc po oryginalnej wersji filmu. Ale Amerykanie potrafią wszystko spłycić i uprościć. Nie ma scen wbijających w fotel, nie ma zaciskania dłoni na poręczach, nie ma szczękościsku i dreszczy. Czasem wyrwie się mały ziew. No bo poza obsadą nie ma tu zbyt wiele atrakcji. Ot, zwykły, przyjemny filmik sensacyjny jakich wiele. Po zapowiedziach i reklamach spodziewałem się czegoś lepszego, a tu zwykła przeciętność. Trafia do mnie sposób skręcenia Wenecji - lubię filmy, gdzie pokazane jest miasto w jego najlepszych odsłonach. Ale żebym sie zachwycił? Średnie i bez głębi. No i najbardziej rozbrajająca scena z początku, kiedy policjant przy pomocy komputera i jakiegoś specyfiku odczytuje spaloną na popiół karteczkę. Brawo :P 

 

OCENA: ♦♦♦

23:35, nomaderro
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 czerwca 2011
WEEKEND

PRODUKCJA: POLSKA

ROK: 2011

REŻYSERIA: CEZARY PAZURA

GATUNEK: KOMEDIA SENSACYJNA

WYSTĘPUJĄ: PAWEŁ WILCZAK

PAWEŁ MAŁASZYŃSKI

MICHAŁ LEWANDOWSKI

MAŁGORZATA SOCHA

JAN FRYCZ

OLAF LUBASZENKO


RECENZJA: Łódź to miasto rządzone przez gangi. Jeden z nich to Norman - niejaka killerka Maja zapierniczyła mu towar i zabiła ludzi. Obok Normana działają dla szefa Max i Gula, biorąc czasem do roboty Johnnego, pedziowatego synka szefa. Po mieście plącze się Cygan ze swoja bandą nieudaczników. No i jest tutaj także komisarz przyuczający Malinowskiego - syna swojej kochanki. Na towar, który zniknął, ma ochotę każda ze stron i kończy się to dla każdego inaczej. Wszystko mieli się we własnym sosie, tylko w innych konfiguracjach. Koniec treści.
Pazura miał ambicję zrobić nowoczesne kino w stylu Tarantino -  intrygujące dialogi, wartką akcję, bezkompromisowe pomysły i błyskotliwy dowcip. No i mamy naszą światową produkcję - kretyńskie teksty (no, może poza dwoma całkiem udanymi), nudnawą akcję, wtórne idee i denny, prostacki dowcip. Dodajmy do tego matriksowskie sceny, tarantinowskie potoki krwii i listę przekleństw a la Pasikowski - mamy film. Z zapowiedzi można było wywnioskować, że to godna rozrywka, ale niestety, ten weekend strasznie się dłużył... Jedyne co wyszło na plus, to sprawna praca kamery i niezłe zdjęcia. Ale to tyle pozytywów...

OCENA: ♦♦♦

13:47, nomaderro
Link Dodaj komentarz »
Tagi
SKALA OCEN: 0 - yyy... ale o co chodzi? ♦ - gniot nie warty nawet minuty ♦♦ - rzadka okazja zaśnięcia w połowie ♦♦♦ - niestety mało udane, kupa ♦♦♦♦ - od biedy może być ♦♦♦♦♦ - średni, bez szału ♦♦♦♦♦♦ - nawet dobry, można obejrzeć ♦♦♦♦♦♦♦ - dobry film, spokojnie można polecić ♦♦♦♦♦♦♦♦ - bardzo dobre, podobało mi się ♦♦♦♦♦♦♦♦♦ - świetny film, wybitnie polecam ♦♦♦♦♦♦♦♦♦♦ - absolutny klasyk